Marsz Niepodległości 2021. Relacja


Tegoroczny Marsz Niepodległości był zupełnie inny niż dotychczasowe. Nie chodzi tylko o sytuację pandemiczną, a przede wszystkim kryzys na granicy, którego skutków nie można przewidzieć. Nigdy wcześniej demonstracja 11 listopada nie odbywała w stanie takiego napięcia na antenie międzynarodowej. Nigdy wcześniej nie chroniło go też wojsko, zamiast pochowanej w bocznych uliczkach policji.

Otoczka manifestacji była w tym roku wyjątkowo napięta. Z jednej strony przeciąganie liny w kwestii legalności zgromadzenia, z drugiej zapowiedzi premiera, który prognozuje “tysiące zgonów” w jego wyniku, a mimo to rząd objął go patronatem. Teoretycznie atmosfera wokół niego powinna wpłynąć negatywnie na frekwencję, niemniej jednak było zupełnie inaczej. Kierując się od ulicy Świętokrzyskiej do ronda Dmowskiego, gołym okiem widać było więcej ludzi niż rok temu. Trudno szacować liczebność, ale twierdzenia organizatorów, mówiące o 150 tysiącach uczestników, są jak najbardziej realne.

Grupa policjantów pod Empikiem, która za chwilę zniknie z widoku.

Podobnie jak w zeszłym roku, ulice przecinające Aleje Jerozolimskie były odcięte barierkami, pilnie strzeżonymi przez policję, a później żołnierzy. Praktycznie nie było możliwości, żeby dołączyć do demonstracji z bocznych tras, co niewątpliwie ograniczyło frekwencję. Większe oddziały prewencji zostały wycofane z widoku i skryły się między kamienicami. Sam pomysł, żeby wykorzystać do ochrony wojsko okazał się wyjątkowo skuteczny, zrobiono to pod pretekstem uroczystości państwowej. Trudno było oczekiwać, żeby środowisko kibicowskie i skrajni nacjonaliści zaatakowali żołnierzy, którzy nie są postrzegani jako odwieczny wróg, w przeciwieństwie do funkcjonariuszy policji. Marsz przebiegał wyjątkowo spokojnie, choć nie obyło się bez incydentów w postaci palenia flag. Można było też zauważyć demonstrantów, którzy przesadzili z alkoholem. Jednak biorąc pod uwagę skalę tego przedsięwzięcia, to dość skromne zarzuty. Tegoroczna manifestacja zgromadziła bardzo dużo zwykłych ludzi, niejednokrotnie całych rodzin z dziećmi. Mniej było zorganizowanych band kibicowskich, stanowiących trzon w zeszłych latach. Nie zabrakło też grup radykałów o zabarwieniu faszystowskim, w tym gości z Włoch.

Jak zawsze pojawiły się silne akcenty świadczące o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich – słychać było np. “Nie różowa, nie laicka, tylko Polska katolicka”. Widoczne były antyrządowe hasła, z najbardziej delikatnym “kto nie skacze, ten za PiS-em”. Pojawił się też wątek pandemiczny w postaci okazywania niechęci wobec szczepień i głoszenia spiskowych teorii. Jednak najbardziej dało się zauważyć złowrogie nastawienie wobec Unii Europejskiej i Niemiec, co może trochę dziwić wobec realnego zagrożenia, szykującego się na wschodzie. Gołym okiem można było też dostrzec podział wśród organizatorów. Kilka grup szło oddzielnie, tworząc wyrwy w marszu. Jedną z nich na pewno stanowiło ONR, kolejna szła pod szyldem flagi Węgier. Nie zabrakło morza materiałów pirotechnicznych, niemniej jednak nie ma żadnych doniesień o historiach wykorzystaniach ich niezgodnie z przeznaczeniem. Trudno jednoznacznie wytłumaczyć z czego wynikała pokojowa atmosfera. Czy to przesłanka, że w obliczu zewnętrznego zagrożenia, Polacy wciąż potrafią się jednoczyć?

Exit mobile version