Mieli zamykać złodziei, a będą zamykać szpitale ?


Dziś 1 czerwca 2019 ulicami Warszawy przeszli Lekarze i pacjenci protestując przeciwko tragicznej sytuacji w ochronie zdrowia. Manifestacja zorganizowana przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL) ruszyła o 13:00 spod Ministerstwa Zdrowia, następnie Traktem Królewskim pomaszerowała pod siedzibę Sejmu. Organizatorzy szacują, że uczestników mogło być nawet 5 tys.

Reforma Ministra Radziwiłła i jego następców pomimo ostrzeżeń specjalistów doprowadziła do tego że dziś szpitale powiatowe są zadłużone po uszy. Cześć z nich być może upadnie.

Urzędowe ceny nie sprawdzają się ponieważ rynek jest wolny i rządzi się swoimi prawami. Niestety nie rozumie tego nawet Premier z długoletnim stażem bankowym. Rząd ustala ceny wykonywanych szpitalnych usług, zakładając też urzędowe stawki jakie szpital płaci swoim zleceniodawcą i dostawcą. Nie biorą pod uwagę, że koszty są różne w różnych częściach kraju. Do tego podwyżki wszystkiego, od najdrobniejszych medykamentów po ziemniaki do kateringu ponad 50%, nie wspominając o prądzie, który miał nie zdrożeć. To nie jest równanie tylko równia pochyła do zamykania większości placówek opieki zdrowotnej. Ceny

Tak zwane konsultacje społeczne przed wprowadzeniem reformy Radziwiła, polegały na tym, że i owszem Pan Minister przybył, prosił o spisanie pytań na kartkach, miał odpowiedzieć drogą mailową. Oczywiście oprócz Ministra było jeszcze dwóch dziennikarzy z TVP. Nie wiadomo po co dwóch bo pisali jedni i to samo. Jakiś dyrektor który przez godzinę opowiadał o rzeczach które dyrektorzy szpitali znają od podszewki.

Na jednym ze spotkań, zdołano zadać pytanie Panu Ministrowi “co z 11 mld długów szpitali – opowiedział “11 mld to żaden dług” Jak ktoś zapytał o pomoc finansową czy jakaś organizacyjną – opowiadał zwróćcie się do Samorządu.

Reforma karze oszczędnych dyrektorów, jeżeli szpital wykonał w danym roku 90% kontraktu, to na drugi rok dostaje o 10% mniejszy kontrakt. Nie pomaga tłumaczenie, że akurat musiał przeprowadzić remont oddziału bo sufit na głowę spadał pacjentom. Trudno odmawiać więc szpitale wykonują dalej te 100% i wpadają w zadłużenie bo NFZ nie chce tego refundować. Odpowiedź z NFZ jest zawsze taka sama “za nad wykonania nie płacimy”. Tam gdzie mógł to pomógł powiat, reszta ogranicza koszty co odbija się na pacjentach.

W szpitalach brakuje lekarzy i pielęgniarek, rząd wymyśla przepisy odgórnie regulujące ilość pielęgniarek na łóżko nie sprawdzając skąd szpitale mają je wziąć. Wprowadzają przepisy a nie dają pieniędzy, na te wynagrodzenia.

Nowy Minister szumowski na konferencjach prasowych rzuca wielkimi kwotami bo one robią wrażenie w TVP. Ważny jest przekaz dnia

“Dajemy taki wzrost nakładów, jakiego nie było od ośmiu lat, a im ciągle mało”

Tylko że z faktycznych wyliczeń wynika co innego. Za chwile powiedzą to co o nauczycielach ?

System się skończył , nie ma sensu do niego dosypywać ?

W ustach polityków zaczynają się pojawiać słowa, że Polska ma za dużo szpitali. Czy chcą nas do czegoś przygotować. Pan Kaczyński do szpitala nie jeździ, to szpital przyjeżdża do niego. Za komuny Urban mówił “Rząd się wyżywi” , teraz niech może rząd sam się wyleczy ? Na razie próbują zwalić wszystko na samorządy, tak mniej więcej jak ze szkołami. To samorządy są właścicielami lub założycielami , to nie jest wina rządzących. To przykre że nie szanuje się zdrowia własnych obywateli i to tych najbliższych rządzących czyli z Polski powiatowej.

Manifestacja 1 czerwca odbyła się pod hasłem „Czas na zdrowie! – Pacjenci i Medycy razem”. Głównym żądaniem było zwiększenie wydatków na służbę zdrowia z 6,4 do 6,8% PKB. Wśród demonstrujących było wiele młodych ludzi, którzy domagali się godnych zarobków na początku swojej kariery zawodowej. 1200 zł netto dla 27 letniego mężczyzny czy kobiety po ciężkich studiach medycznych to nie wiadomo jak to nazwać.

Samymi tylko premiami jakie dostali za ciężka pracę Minister zdrowia Radziwiłł i pracownicy ministerstwa można by opłacać takich początkujących lekarzy przez kilka lat.

Co robi rząd aby zmniejszyć kolejki do lekarzy. No dosyć dużo konferencji prasowych, na których wymienia się gigantyczne kwoty i jak to było źle przez osiem lat , a jak to będzie dobrze. Rzeczywistość jest jednak inna kolejki u niektórych lekarzy skróciły się wirtualnie, a u niektórych rosną. Dramat dzieje się na SORach. Tymczasem personel medyczny manifestuje i ma nadzieje, że ktoś to usłyszy.

„Nie chcemy więcej śmierci pacjentów w kolejkach, nie chcemy śmierci lekarzy na dyżurach” – mówili protestujący. „Dzisiaj, po 30 latach zaniedbań, ludzie umierają przez niewydolność systemu. A wina spada często na lekarza” -mówił OKO. press dr Bartosz Fiałek, współorganizator manifestacji i przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL).

Takich kolejek do lekarzy jeszcze nie było! To efekt “dobrej zmiany” w ochronie zdrowia

Czas oczekiwania do lekarzy specjalistów osiągnął rekordowy poziom.

Najbardziej dynamiczne wydłużenie kolejek nastąpiło w latach 2017 -2018. Według barometru Fundacji Watch Health Care wskazuje bowiem, że na wizytę u specjalisty nad Wisłą trzeba czekać średnio już prawie 4 miesiące (3,8). Tymczasem w 2012 roku było to jeszcze 2,2 miesiąca, a jeszcze nawet na początku 2017 roku 3 miesiące. Od roku 2014 do 2017 w systemie kolejki kształtowały się na względnie stałym poziomie, a trend ten został przerwany dopiero w drugiej połowie 2017 roku. Najgorzej jest dostać się do endokrynologa – średnio ponad dwa lata czekania oraz do kardiologa dziecięcego – blisko rok. Trudna jest także sytuacja w przypadku chirurga naczyniowego – 10,1 miesiąca oczekiwania, neurochirurga 8,2, czy immunologa – 7,8 miesiąca. WHC publikuje ….na 39 specjalizacji lekarskich, w przypadku 18 z nich dostępność pacjentów do świadczeń uległa pogorszeniu, a tylko w 10 poprawie… Najgorsza sytuacja jest w opiece nad dziećmi. Najbardziej brakuje pulmonologów (mamy 45 na cały kraj), endokrynologów, psychiatrów.

SOR-y bez lekarzy, oddziały bez specjalistów. W Polsce nie ma komu leczyć. “To jest katastrofa”

Jak to się ma do przecieków z rządu, że szpitali jest za dużo ? Polska ma przecież najmniejszą liczbę lekarzy w Europie na 1000 mieszkańców. 2,4 do średniej 3,8 daje wynik, że brakuje około 30 000 lekarzy. Mamy zamykać szpitale to gdzie oni maja pracować ?

Reformy PIS, pomysły jakieś były jedne lepsze drugie gorsze, tyle że wprowadzenie ich wywołało jeszcze większy chaos. Ani sieć szpitali, nocna i świąteczna pomoc lekarska, ani zmiany w systemie Podstawowej Opieki Zdrowotnej na ten moment nie przyniosły oczekiwanej dobrej zmiany. Kolejki niestety wszystko na to wskazuje dalej będą rosnąć, ponieważ rząd nie wywiązuje się z obietnic poprawy finansowania systemu, a bez tego nie można zwiększyć liczby personelu medycznego. Luka w finansowaniu przez NFZ wynosi już 7 mld. Na razie pieniądze znajdują się tylko tam gdzie bezpośrednio przekładają się na głosy wyborcze. Jednak jeżeli nastąpi spowolnienie gospodarcze jaki już obserwujemy w Europie, to dzieżko będzie znaleźć pieniądze na zaniedbane sektory.

Exit mobile version