Narodowcy otoczyli kobiety po proteście, dobijali się, bili w szyby. Policja nie przyjęła zgłoszenia “Nie było podstaw”


Rzeszowska “Wyborcza” opowiada historię reżyserki teatralnej Katarzyny Szyngiery i jej koleżanek, która wydarzyła się po jednym z protestów w Rzeszowie. Kobiety zostały zaatakowane przez kilkunastu narodowców “broniących” pobliskiego kościoła. Mężczyźni gonili je, a potem dobijali się do restauracji, w której schroniły się kobiety. Mimo nagrania z monitoringu i zeznań reżyserki, policja odmówiła przyjęcia zgłoszenia.

Po zakończeniu wydarzenia pięć kobiet udało się spod pomnika Czynu Rewolucyjnego w kierunku pobliskiego teatru im. Wandy Siemaszkowej. Koleżanki zauważyły, że w ich kierunku biegnie złowroga banda, która wykrzykuje w ich strony groźby. Schroniły się w restauracji Parole mieszczącej się w piwnicach teatru. Kelner ruszył do pomocy dowiedziawszy się co może się zaraz wydarzyć – zamknął okna i drzwi oraz poinformował Policję. Banda zaczęła się dobijać, a Policja rozłożyła ręce.

„Mężczyźni walili w szyby i próbowali dostać się do środka. Wezwaliśmy policję, po chwili przyszli uzbrojeni po zęby panowie i zapytali, czy jesteśmy ranne. Odprowadzili nas do wejścia służbowego, czyli za róg. Wczorajszym orędziem Jarosław Kaczyński dał przyzwolenie na przemoc. Uważajcie na siebie”

Adam Szeląg, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie tak komentuje przebieg sprawy.

Do niczego nie doszło, w związku z tym nie doszukaliśmy się tutaj znamion przestępstwa. Policjant, który rozmawiał z panią potwierdził, że nie doszło do napaści, ponieważ nie doszło do żadnego kontaktu fizycznego. Podstawą do takiego wniosku było to, że panie uczestniczyły w proteście i zauważyły, biegnących w ich kierunku mężczyzn. Przestraszyły się i miały do tego prawo, tego nikt nie kwestionuje. Zresztą na miejscu interweniowali policjanci, zaopiekowali się paniami do czasu, aż bezpiecznie opuściły lokal i udały się do samochodu. Trudno mówić o napaści czy agresji, bo do niej nie doszło. Panie twierdziły, że mężczyźni próbowali dobijać się do lokalu, więc policjant próbował ustalić, czy doszło do gróźb karalnych, ale pani nic takiego nie przekazało, dlatego trudno na wyrost przyjmować zawiadomienie, w związku z tym nie zostało przyjęte. Także na nagraniu nie było niczego, co wniosłoby coś do sprawy

źródło: wyborcza.pl

Exit mobile version