Szumowski zmienia zdanie i apeluje o wykonywanie testów na potęgę. Faktyczna liczba chorych może być ponad dwukrotnie wyższa.


Ciągłe zmiany stanowiska w kwestii walki z koronawirusem wynika nie tylko nieprzewidywalności nowego wirusa. Brak konsultacji z ekspertami to główny powód ciągłego braku planu i zmian nawet o 180 stopni.

Skala zachorowań jest wyższa niż faktycznie podawana.

Żaden kraj na świecie nie jest w stanie podać do informacji publicznej wszystkich osób, które są nosicielami wirusa. Dzieje się tak głównie dlatego, że przede wszystkim osoby młode mogą przejść chorobę całkowicie bezobjawowo. Nie oznacza to jednak, że w tym czasie nie zarażają innych osób. Należy pamiętać o tym, że osoby starsze oraz o obniżonej odporności są szczególnie podatne na złapanie infekcji. Twierdzi minister zdrowia w wywiadzie dla TVN24 i dodaje

U nas podejrzewam, że nie jest to może 40 tys., ale może okolice 30 tys. Tak jak z resztą na całym świecie: jest więcej osób z wirusem, niż się pokazuje w dodatnich testach. To jest oczywiste. Najważniejsze, że szybko wyłapujemy osoby chore, na tym polega kontrola epidemii. Te 16 tys. testów w ciągu dnia, które było przed majówką, wyłapało raptem kilkaset zakażonych osób. Czyli naprawdę ta pula wirusa nie jest aż tak dramatycznie duża w Polsce – mówił minister.

Faktyczna liczba zakażonych koronawirusem w Niemczech może być 10 razy wyższa od oficjalnych danych.

Według wirologa prof. Hendrika Streecka i jego zespołu, liczba zakażonych koronawirusem Niemczech może wynosić 1,8 mln osób. Oficjalne dane Instytutu im. Roberta Kocha (IRK) mówią o 163 tys. zakażonych i 6,7 tys. ofiar śmiertelnych (stan z niedzieli, 3.05.20). Przedstawiciele instytutu również wielokrotnie podkreślali, że faktyczna liczba zachorowań może być wielokrotnie wyższa.

Oszacowano, że wirusem mogło zakazić się dotychczas 1,8 mln osób. Na dzień dzisiejszy współczynnik R (współczynnik reprodukcji wirusa) spadł do poziomu 0,71 – oznacza to, że 100 zakażonych osób zakaża średnio 71 kolejnych.

Od początku epidemii w Niemczech przeprowadzono 2,4 mln testów na obecność koronawirusa (w Polsce – ok. 400 tysięcy).

Minister Szumowski twierdzi że zachorowań w Polsce może być ponad dwukrotnie więcej niż faktyczne dane. Niemcy mówią, że u nich może być 10 razy więcej niż faktyczne dane. Skala testowania w Niemczech jest nieporównywalnie większa, niż w Polsce. To znaczy, że Polski epidemia nie lubi ?

Testy za późno, maski za późno. Ale lepiej później niż wcale

Prawie w każdym z krajów UE, przy rządach działają zespoły ekspertów, złożonych z lekarzy, zakaźników, epidemiologów oraz samorządowców, którzy doradzają jak rozwiązywać problemy z epidemią. W naszym kraju jak widać rządzący wiedzą lepiej i nie potrzebują żadnych konsultacji. Wynik jest prosty do przewidzenia. Prawo trzeba co chwila nowelizować, a ilość wersji tarcz zaraz osiągnie ilość wersji Windowsa.

Czesi od samego początku wprowadzili obowiązkowe maski, ale u nas tych masek nie było. Jak już rząd dzięki KGHM zaczął je sprowadzać to okazało się, że mają niewłaściwe certyfikaty.

Testy dla medyków teraz tak, ale dwa tygodnie wcześniej nie, pomimo apelów światowej organizacji zdrowia.

Szumowski zaapelował dziś w TVN24, żeby w szpitalach “testować na potęgę”, ale 17 kwietnia zagłosował za odrzuceniem poprawki o testach dla medyków. W imieniu ministra Szumowskiego wypowiedział się rzecznik resortu zdrowia.

– Bo personel medyczny może korzystać z tak zwanej szybkiej ścieżki testowania w kierunku koronawirusa. Każdy, kto miał kontakt z osobą zakażoną lub podejrzaną o zakażenie, ma możliwość wykonania testu w trybie pilnym, wystarczy, że kierownictwo szpitala, w którym pracuje, zleci jego przeprowadzenie – odpowiedział rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

– Nie ma natomiast żadnych zaleceń, by wprowadzić testy prewencyjne – mówił Andrusiewicz

Exit mobile version