Ruch kibicowski ma się całkiem nieźle


Środowisko kibiców piłkarskich należy do jednego z najlepiej zorganizowanych i potrafiących się zebrać w razie potrzeby. Drastyczne ograniczenia życia społecznego w ostatnim czasie, nie zniechęciły wielu osób od udowodnienia prawdziwości tej teorii. Stan pandemii i często idiotyczne decyzje rządu w kwestii wyłączania losowych branż gospodarki tylko wzmogły frustrację. W wielu miastach Polski nastąpiła mobilizacja grup stadionowych, które postanowiły pokazać, że zakazy władzy są słabsze od siły fanatyzmu.

“Otwierać stadiony”

W weekend najlepiej pokazali się fani Legii. Kilka dni temu pojawiły się w internecie zapowiedzi, zachęcające do przyjścia pod Torwar i dopingowania przed stadionem. Na Łazienkowskiej ma to długą tradycję, sięgającą jeszcze czasów konfliktu na linii kibice – ITI, kilkanaście lat temu. Wtedy był to świadomy bojkot przychodzenia na Ł3, teraz został narzucony siłowo. Okolice Torwaru przypominały w sobotę czasy najlepszych meczów z Lechem i Widzewem – wszędzie patrolujące radiowozy, policja na każdym skrzyżowaniu, oddział schowany w parku Rydza-Śmigłego. Osoby w barwach miały gwarantowane spisanie, wylegitymowano około pięciuset. Uczciwie trzeba oddać, że atmosfera ze strony służb była nieporównywalnie mniej gęsta, niż chociażby w czasie październikowego strajku pod Pałacem Kultury. Mimo to, wielokrotnie poświęcono im znaną przyśpiewkę, okraszoną “podzieleniem się” z nimi częścią pirotechniki. W gotowości były też armatka wodna i bardzo silny oddział schowany na stadionie.

FOT. Materiały własne

Oceniając frekwencję “na oko”, można ją szacować na +/- 2000. Jak na obecne czasy, całkiem przyzwoicie. Nie zabrakło dużej ilości pirotechniki i głośnego dopingu. Mocno oberwało się też świadkowi koronnemu Markowi H. “A dla Haniora, zabraknie respiratora” – to jedna z bardziej kreatywnych przyśpiewek tematycznych tego wieczoru. Po meczu obyło się bez większych prowokacji policyjnych, osoby decyzyjne w KSP musiały przekalkulować, że nie ma sensu stosować taktyki znanej od wielu miesięcy.

Podobne zbiórki odbyły się w kilku innych miastach – m.in. Rybniku, Nowym Sączu, Sosnowcu, Gdyni. Kolejny wyjazd zaliczył Raków, któremu obca jest kalkulacja i stosowanie się do rządowych zaleceń. Z dobrej strony potrafili się pokazać fani z niewielkiego Barlinka, udowodniając że nawet w takiej miejscowości można działać przy odrobinie chęci. Jest to związane z akcją “Otwierać stadiony”. Kibice mają swoje uzasadnione argumenty, wystarczy przypomnieć słowa ministra zdrowia, który stwierdził w listopadzie, że “do zakażeń nie dochodzi na powietrzu”. Można przypuszczać, iż najbliższy marsz antycovidowy 20 marca, będzie silnie reprezentowany przez fanatyków stadionowych. Środowisko do tej pory raczej przychylne lub co najmniej neutralne wobec PiS, zaczyna okazywać coraz większe niezadowolenie.

Exit mobile version