Karetki z chorymi odbijają się od szpitali. Rząd nie wyciągnął wniosków z poprzednich fal zakażeń.


FOT Pixabay

Przez trzy godziny jeździli z pacjentem od szpitala do szpitala. “W niedzielę mieliśmy 24 odmowy”

Kontak24 dostał kolejne nagrania od czytelników. Władza nie wyciągnęła żadnych wniosków z poprzednich fal zakażeń. Dramatyczne sceny proszących o ratunek dla pacjentów lekarzy karetek pogotowia, znowu się powtarzają. Minęło kilka miesięcy więc można było się przygotować do tego, aby pacjenci nie czekali po 12 godzin na izbach przycięć czego byliśmy świadkami w poprzedniej fali.

Szpital zakaźny odmawia przyjęcia pacjenta. Wpisali w kartę “całkowity brak miejsc, brak miejsc na izbie i na oddziale “. Gdzie mogę jechać? – pyta ratownik warszawskiej karetki po tym jak dostał odmowę przyjęcia na Banacha.

Kolejne nagranie jest jeszcze bardziej dramatyczne. Pacjent z wysoka nadwagą z potwierdzonym covicem, skierowany jest przez dyspozytorkę do warszawskiego szpitala zakaźnego na woli. – Szpital zakaźny odmawia przyjęcia. Wpisali mi w kartę “całkowity brak miejsc”. Koordynator Zespołów Ratownictwa Medycznego poinformowany i mam pieczątkę lekarza. To gdzie mogę jechać? – dopytuje ratownik. Po chwili dodaje: – No dobrze, to jadę na Kasprzaka”. Tam niestety załoga karetki również nie mogła zostawić cierpiącego pacjent

– Brak miejsc covid plus. Jakieś propozycje? Albo może ja zaproponuję. Nie wiem… Wołoska? – pyta ratownik. Dyspozytorka potwierdza, żeby zawieźć pacjenta na Wołoską do Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

Z informacji uzyskanych przez Kontakt24 wiadomo, że po trzech godzinach jeżdżenia w przez całą Warszawę, pacjent został przyjęty w szpitalu MSWIA na ulicy Wołoskiej.

Dyrektorzy szpitali oszukują ministra?

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział weryfikację liczby deklarowanych przez szpitale wolnych łóżek. Jak wyjaśnił, do resortu zdrowia “docierały sygnały”, że liczba w systemie jest niezgodna z rzeczywistością. W związku z tymi sygnałami od życzliwych minister zapowiedział

Poleciłem prezesowi Narodowego Funduszu Zdrowia, żeby przeprowadzić takie wyrywkowe kontrole co najmniej w dwóch szpitalach w każdym z województw i to szczególnie w tych szpitalach, które deklarują największe liczby łóżek w systemie.

Minister zleca kontrolę, rzecznik mówi, że mamy potencjał, a karetki krążą z pacjentami po izbach przyjęć

Dwa ni temu na konferencji prasowej rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz zapewnił, że w województwie mazowieckim jest dość duży potencjał jeśli chodzi o bazę łóżkową dla chorych na COVID-19.

W samej Warszawie mamy Szpital Narodowy, który w niedługim czasie poszerzy swoją bazę łóżkową. Pamiętajmy, że tam jest wykorzystanych w granicach niewiele ponad 200 miejsc. Kolejne 300 zawsze możemy bardzo szybko zwiększyć i taka decyzja jest podejmowana, by udostępnić kolejne miejsca – twierdził rzecznik prasowy ministerstwa zdrowia.

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł wydał groźnie brzmiący komunikat, w którym czytamy, że “dyrektorzy miejskich szpitali mają do wtorkowego poranka wskazać co najmniej po pięciu lekarzy i dziesięć pielęgniarek”. Przypomnijmy, że Radziwiłł jest też lekarzem i doskonale sobie zdaje sprawę z kłopotów kadrowych, z jakimi borykają się w tej chwili placówki służby zdrowia. Lekarzy nie ma, więc przenoszenie ich z jednego do drugiego szpitala nie rozwiąże tego problemu w żaden sposób, a jeszcze utrudni pracę działającym szpitalom. Rząd wiedział o tym od roku, nie zrobiono nic w tym kierunku. Za ogromne pieniądze zbudowano szpitale tymczasowe, w których brak personelu. Nie tylko lekarzy, ale też techników do obsługi specjalistycznego sprzętu.

Jak powyżej widać władza próbuje naprawiać sytuację rozporządzeniami, które powodują uśmiech na twarzach zarządców szpitali. Nie takiego uśmiechu chcemy na ich twarzach.

Exit mobile version