[boombox_dropcap style=”primary” font_size=”70px” color=”red”
class=”class-name”] W [/boombox_dropcap]
Wyborcza.pl ukazał się artykuł w którym w którym Emili Szmydt w rozmowie w cztery oczy ujawnia kulisy współpracy z ramach grupy “Kasta”
Emilia przyznaje, że wszystko robiła za wiedzą i przy pełnej współpracy ze swoim mężem sędzią Tomaszem Szmyd. Efektem tych hejtów miał być szybki awans męża. To on umawiał spotkania z kolejnymi sędziami z hejtującej grupy. Wprowadzał Emilię krok po kroku, a ta przyjmowała zlecenia i podpowiadała różne rozwiązania. Emilia twierdzi, że robiła to bo zależało jej na karierze męża.
Dziennikarz TVP atakuje środowiska żydowskie. Teraz zajmie się nim niemiecki prokurator.
W tym czasie sędzia Szmydt został dyrektorem prawnym w KRS i dostał delegację do Najwyższego Sądu administracyjnego.
Dostawała niejawne dokumenty opatrzone podpisami wiceministra.
Emi dostawała różne nie jawne dokumenty dotyczące sędziów nieprzyjaznych dobrej zmianie. Dokumenty pochodziły z KRS, z izby dyscyplinarnej, prokuratury i sądów.
Kontaktowała się również z dziennikarzami telewizji publicznej i dziennikarzami z prawicowego portalu Wpolityce. Wszystkie działania na portalach społecznościowych były zgrane w czasie z działaniami w mediach.
Trzy dni przed ujawnieniem afery dwóch sędziów Szmydt i Stasikowski dostali po 7 tys. nagrody.
Za swoje działania na rzecz “dobrej zmiany” Emilia dostawała pochwały od wiceministra Piebiaka. To on ostatecznie zatwierdzał i podsumowywał większość akcji. Emilka twierdzi, że była “żołnierką w całej tej grupie, razem z chłopakami” , miała tu na myśli innych sędziów zaangażowanych w hejtowanie.
Pomagał prezes Kaczyński, a Ziobro skorzystał ze spec ustawy.
Kaczyński pomagał przy dwóch sprawach, to nie były sprawy poprzednio opisywane dotyczące utrudnionych kontaktów z dziećmi. To były zupełnie inne sprawy, związane z jej mężem.
Emila przyznaje że były sprawy sądowe, w których pomagała rozwiązać problem. Przekazywała sygnatury tych spraw wiceministrowi sprawiedliwości Piebiakowi. Jako przykład podaje sprawę Biedronia- redaktora z portalu wpolityce.pl, która zakończyła się wyrokiem skazującym i 3 tys grzywny. W tej właśnie sprawie w lutym br. Zbigniew Ziobro publicznie obiecał wnieść kasację do Sądu Najwyższego.
Takimi słowami minister sprawiedliwości ocenił wyrok sądu i z ofiary zrobił przestępcę kryminalnego.
– Naprzód może odniosę się do konkretnego wyroku w konkretnej, znanej mi sprawie pana sędziego Łączewskiego. Uważam to za rzecz bardzo bulwersującą, że zapadł taki wyrok w sytuacji, kiedy prokuratura zebrała dowody wskazujące, że jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że pan sędzia Łączewski dopuścił się przestępstwa kryminalnego – stwierdził Ziobro.
Sędzia Łączewski “używał internetu jako narzędzia do nawiązania relacji z jednym ze znanych dziennikarzy i proponował działania, które miały charakter czysto polityczny, wymierzony przeciwko rządzącemu obozowi politycznemu”.
Co gorsza, później skłamał mówiąc, że to nie on i złożył fałszywe zawiadomienie do prokuratury twierdząc, że ktoś się włamał na jego konto i tym samym sędzia – wiele wskazuje na to – dopuścił się przestępstwa fałszywego zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie kryminalnym
Źródła : Wyborcza.pl ; Polaka Agencja Prasowa archiwalne wypowiedzi ZZ.