Wiara w zamach smoleński to prawda ostateczna i niepodważalna, czyli co czyta między wierszami średnio-wygadana kobieta.


Wydawało mi się, że szalona moda na pomniki Lecha Kaczyńskiego już minęła. Że wszyscy Ci, którzy mieli jakąś lokalną władzę i koniecznie chcieli codziennie idąc do pracy oglądać mniej lub bardziej zniekształcone przez rzeźbiarza oblicze męczennika narodu, spełnili już swoje pragnienia.

I w tym moim smoleńskim zapomnieniu, dopada mnie nagle piorunująca wiadomość… Inflacja 14%, a nasz „nad-obywatel” odsłania kolejny pomnik swego brata…

Zamykamy oczy i widzimy, że nagle chmury się rozstąpiły nad Tarnowem i słońce rozbłysło, a prezes przemówił:

Prezes Kaczyński wreszcie doszedł do prawdy i powiedział:

Bracie mój bracie, którego nie kochałem, którego zawsze wypychałem do pierwszego szeregu, by w razie czego to on obrywał, którego miałem za gorszą wersję siebie. Przepraszam Cię, że w tak ohydny sposób wykorzystuję Twoją śmierć, która była mi bardzo na rękę. W ferworze politycznej walki zawsze się przyda jakiś poległy bohater, jakiś męczennik, a ty się do tego akurat nadawałeś. Pomimo mego starania, byłeś kiepskim prezydentem, przystępowałeś do kampanii prezydenckiej z dwuprocentowym poparciem. Wybacz więc, ale martwy jesteś dla mnie o wiele bardziej wartościowy. Żywy, byś przegrał wybory i musiał odejść we wstydzie, lecz martwy jesteś dla mnie na wagę złota. Wybacz więc, że na Twoim grobie tańczę swój taniec zwycięzcy, a pamięć o Tobie wykorzystuję do przywoływania do porządku swych pozbawionych kręgosłupa moralnego wyznawców.

Dziękuję Ci mój bracie, którego nie kochałem, bo bez Twojej śmierci nigdy bym Polakom w głowach nie zamącił. Przepraszam także, że w rocznicę twego tragicznego odejścia więcej poświęcam czasu na gadanie o Tusku, jakbym to jego nosił w sercu, nie ciebie.

Przepraszam, że ośmieszam twą pamięć tymi pomnikami, tymi apelami, tymi miesięcznicami, Przepraszam, że nie pozwalam ci odejść w spokoju. Ale przecież wiedziałeś, że władza jest dla mnie najważniejsza, że poza nią nic się nie liczy…

Być może, mimo słabej prezydentury, ludzie by cię uszanowali ze względu na to, jak zginąłeś. Ale to mnie nie obchodzi. Dopóki można ten głupi elektorat żywić trupem, nawet trupem brata, będę to robił, bo nie mam w sobie żadnych ludzkich uczuć, poza żądzą władzy.

Tak oto odsłaniam dziś kolejny pomnik i po raz kolejny cię ośmieszyłem, po raz kolejny zbrukałem pamięć o tobie. Ale to jest mi potrzebne dla doraźnych celów.

Bracie mój, wybacz mi, ale twoja śmierć ułatwiła mi życie. Niczego więc nie żałuję. Lecz jeśli możesz, wybacz mi, że tak naprawdę to ja cię zabiłem…

Przebudzenie ze snu.

I nagle się budzę, przecieram oczy i uświadamiam sobie, że zasnęłam na samym początku tej imprezy. Powoli docierają do mnie ostatnie słowa prezesa: Że ci, którzy zabili mu brata, to ci sami, którzy mordują Ukraińców i że Ci, którzy nie klaszczą, i nie krzyczą Jarosław, Jarosław, to też są ci od Putina.

I Przypomniał mi się Prometeusz, któremu sęp wydziobuje wątrobę, która mu odrasta następnego dnia, a ptak ją znowu wydziobuje. I widzę brata, który od tylu już lat pastwi się nad nieżyjącym bratem. W mitologii, ktoś w końcu zabił krwiożerczego ptaka. W polityce, tylko odsunięcie Jarosława od władzy, przywróci godność Lechowi. I chociaż nie był moim prezydentem i nigdy bym na niego nie głosowała, życzę mu by wreszcie by doznał spokoju.

Exit mobile version